sobota, 3 kwietnia 2010

"Przepraszam, że na chwilę przestałam ufać"

… Stała na środku parkowej alejki, w ręku trzymała naszyjnik. Na srebrnym łańcuszku połyskiwało kryształowe serce – pierwszy prezent, który dostała od niego w dzień swoich dziesiątych urodzin. Łzy ciekły po jej policzkach. Wokół widziała tylko rozmazane drzewa, na których zaczynały pojawiać się zielone pączki, powoli przebijające się z ziemi pierwsze, wiosenne kwiaty i szybko przechodzących obok ludzi, którzy, jak zwykle się gdzieś spieszyli, zupełnie nie zwracając na nią uwagi. Promienie słońca oświetlały twarz dziewczyny, odbijając się w jej mokrych od łez policzkach. Zaczynał padać deszcz.

- Lubię deszcz, bo w deszczu nie widać łez – pomyślała, nie ruszając się z miejsca.

Stała tak jeszcze chwilę, gdy nagle z zamyślenia wyrwał ją dźwięk telefonu. To dzwonił on, ten cudowny on o zielonych oczach, który potrafił sprawić, że stawała się radosna, nie pytając nawet o powód jej smutku. Był przy niej ilekroć tego potrzebowała. Oboje wiedzieli od zawsze, że to, co ich łączyło było czymś nadzwyczajnym, lecz nigdy sobie tego nie powiedzieli.

- Słucham?

- Amelia, spotkajmy się dzisiaj wieczorem nad stawem, tam, gdzie zawsze. Mam wrażenie, że muszę Ci coś wytłumaczyć – powiedział

- W porządku, do zobaczenia o siódmej – odpowiedziała dziewczyna i rozłączyła się.

„ Muszę Ci coś wytłumaczyć…” – Amelia od razu wyobraziła sobie najgorsze, w końcu zazwyczaj mówi się takie rzeczy, kiedy ma się zamiar sprawić komuś przykrość.

Kiedy wróciła do domu przestała myśleć o tym, co Daniel ma jej do przekazania. Od razu zaczęła się szykować na spotkanie. I chociaż wiedziała, że może założyć zwykłe spodnie i top, a on i tak uzna ją za najlepiej ubraną to wolała dzisiejszego wieczoru wyglądać inaczej niż zwykle. Czuła, że nowy strój doda jej, chociaż trochę pewności siebie podczas tej rozmowy.

Była za piętnaście siódma, kiedy Amelia wyszła na spotkanie. Nie potrzebowała dużo czasu, staw był niedaleko jej mieszkania. Było to miejsce, gdzie spotykali się z Danielem zawsze, kiedy chodziło o coś bardzo ważnego lub, gdy jedno z nich miało jakiś problem.

Dotarła na miejsce. Staw o tej porze wyglądał przepięknie. Powoli zachodzące słońce odbijało się w tafli wody. A stare wierzby dookoła tworzyły to miejsce wyjątkowo zacisznym i tajemniczym. Dlatego właśnie było to „ich” miejsce.

- Hej – Daniel wziął ją za rękę i zaprowadził na mostek z drugiej strony stawu.

- Hej – to jedyne, co udało jej się w tym momencie powiedzieć. Bała się tego, co zaraz nastąpi, bała się tego, co usłyszy.

- Wiem, że nie chcesz, abym wyjeżdżał. Wiem też, że masz do mnie żal, iż nie powiedziałem Ci o tym wcześniej. Ale wiem też, że nie pozwoliłaś mi dokończyć. Chciałem Ci wytłumaczyć, że nie jadę tam sam, bo Ty… Ty jedziesz ze mną – Daniel od razu zaczął tłumaczyć, po co tak naprawdę się spotkali.

- Ty żartujesz, prawda? – Amelia nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. Była pewna, że to będzie coś w rodzaju pożegnania.

- Nie, mówię całkiem poważnie. Chyba nie myślałaś, że zostawię Cię tu samą już na zawsze..? – Zapytał i następnie zaczął tłumaczyć dziewczynie, że poprosił jej ojca, aby dał mu kopie wszystkich zaświadczeń przyjaciółki, które później sam, wraz ze swoimi dokumentami wysłał do sekretariatu uczelni.

Ale Amelia nie odpowiedziała. Rzuciła się Danielowi na szyję. Czuła, jak jej serce mocno bije, co było oznaką ogromnej euforii, chciała się głośno śmiać i wręcz tańczyć z radości, a zarazem czuła wstyd. Była zmieszana tym, że w ogóle pomyślała, iż Daniel może ją opuścić, że przestało mu już na niej zależeć.

- Przepraszam – Amelia chciała się, choć trochę usprawiedliwić za taką niedojrzałość.

- Za co? – Chłopak zupełnie nie rozumiał znaczenia tych przeprosin.

- Za to, że na chwilę przestałam ufać – odpowiedziała i uśmiechnęła się do niego.

Rozmawiali tak razem i śmiali się jeszcze parę godzin. Wyobrażali sobie, jak to będzie, kiedy razem wyjadą. Chcieli mieć już wszystko zaplanowane, a ich scenariusz nie obejmował opcji „rozstanie”.

To właśnie była ta magia ich niezwykłej przyjaźni, która łączyła ich już dziesięć lat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz